WYZNANIA GRABARZA
Na początku nie było łatwo, bałem się. Dużo czasu upłynęło, nim w końcu ochłonąłem. Dzisiaj wiem już, że to mój obowiązek i muszę to zrobić. Kiedy zapada zmrok, idę na cmentarz i kopię... – mówi Wiktor, od trzynastu lat grabarz na krotoszyńskim cmentarzu. Kim jest człowiek, który podjął się wykonywania tej – niewątpliwie trudnej i niewdzięcznej – pracy?





Trzeba mieć dużo siłyfizycznej i psychicznej

Czasem wydaje mi się, że praca grabarza jest dużo cięższa niż górnika, bo nie tylko męcząca fizycznie. Przecież mam świadomość, że w dole, który kopię, spocznie człowiek. Najgorzej jest, kiedy umiera dziecko. Wtedy staram się jak najszybciej zrobić, co do mnie należy, i uciekać z cmentarza. Nie chcę o tym myśleć – mówi Wiktor, opalony mężczyzna szczupłej budowy ciała. Nie narzeka, sam zdecydował się na tę pracę. Wiedział, że nie będzie łatwo. Grabarz nie jest – jak by się mogło wydawać – typem samotnika, lubi rozmawiać z ludźmi, ma poczucie humoru. – Staram się nie brać życia tak całkiem serio, patrzę na świat z przymrużeniem oka. Wtedy jest łatwiej – zapewnia. Jednak dodaje, że praca grabarza to nielekki kawałek chleba. – Psychika człowieka ma swoje granice. Czasami, kiedy wszystkie negatywne uczucia skumulują się w mojej głowie, mam wszystkiego dość. Nie lubię dzielić się tym z innymi, szczególnie z rodziną, po prostu chcę oszczędzić im cierpień. O wielu rzeczach nie mogę mówić, nawet gdybym chciał. Tak jak lekarza obowiązuje przysięga Hipokratesa, tak i mygrabarzemamy swoje tajemnice.

My śmiecie i wy śmiecie

Nie zawsze ujawnia, jaki zawód wykonuje. – Tu, w Krotoszynie, jestem oczywiście jak na patelnitrudno ukryć, czym się zajmuję, zwłaszcza że w naszym mieście jest tylko dwóch grabarzy. Jeśli chodzi o obcych ludzi, których spotykam na swojej drodze, zawsze mówię im, że z zawodu jestem stolarzem. To prawda, jestem nim z wykształcenia – tłumaczy. Nie lubi rozmawiać o pracy, żałuje, że ze względów finansowych nie mógł kontynuować nauki. Jak twierdzi, człowiek uczy się przez całe życie, dlatego stara się uważnie obserwować innych. Najgorszy jest brak zrozumienia. – Najbardziej boli mnie, kiedy ludzie nie doceniają tego, co robimy. Zdarza się na cmentarzu, że ktoś podchodzi do mnie i zaczyna mnie wyzywać, że wody w studni nie ma, że kontenery na śmieci pełne... Przecież to nie moja wina! – tłumaczy grabarz. – W takich momentach przypominam sobie słowa kardynała Wyszyńskiego: „(...) Wy mówicie, że my śmiecie, my śmiecie i wy śmiecie!”. Zawód grabarza jest bardzo niebezpieczny dla zdrowia, a nawet życia, m.in. z powodu tąpnięć gruntu czy bakterii znajdujących się w cmentarnej ziemi. – Przy wykopywaniu starych grobów nigdy nie wiem, na co dany człowiek umarł. Oddycham powietrzem, które może być dla mnie śmiertelne, mam bezpośredni kontakt ze szczątkami, które mogą być skażone. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę – mówi Wiktor.

Wracają po latach

Na ulicy Raszkowskiej w podziemiach jest drugi Krotoszyn, drugie miasto. Każdy człowiek pochowany na naszym cmentarzu to odrębna, interesująca historia – twierdzi grabarz. Ludzie odwiedzający groby bliskich często chętnie opowiadają o ich życiu. – Kilka lat temu przyszedł do mnie starszy mężczyzna. Prosił, żebym pomógł mu znaleźć grób rodziny Jernalczyków – opowiada. Człowiek ten wyjechał z Polski podczas II wojny światowej jako mały chłopiec – najpierw do Włoch, potem do Anglii, aż w końcu osiadł w Stanach Zjednoczonych. Po kilkudziesięciu latach postanowił odtworzyć swoje drzewo genealogiczne. Okazało się, że część jego rodziny pochodziła z Krotoszyna. – Pomogłem temu człowiekowi i udało nam się odnaleźć grób brata jego ojca – opowiada z przejęciem Wiktor. Podobna historia przydarzyła mu się cztery lata temu. – Kiedyś w Krotoszynie mieszkali państwo Smyczyńscy, mieli własny tartak przy ulicy Raszkowskiej. Po śmierci męża w 1962 pani Smyczyńska wraz z dziećmi wyemigrowała do Francji. W 2000 roku do Krotoszyna wróciła dorosła córka państwa Smyczyńskich z mężem. Chciała pomodlić się przy grobie ojca – kontynuuje. Dzięki grabarzowi kobieta odnalazła grób.

Kawał historii

Na cmentarzu przy ulicy Raszkowskiej spoczywają ewangelicy, świadkowie Jehowy, Żydzi i wyznawcy Kościoła zielonoświątkowego. – Dawniej byli również Romowie, ale ich szczątki zostały ekshumowane, spoczywają teraz na cmentarzu w Rawiczu. Wiktor uważa, że cmentarz powinien być wspólny dla wyznawców wszystkich religii. – Dla mnie człowiek to człowiek, niezależnie od tego, w co wierzył, kim był i jak umarł. Cieszę się, że zniesiono zwyczaj grzebania samobójców na obrzeżach cmentarzy. Przecież człowiek nie ma prawa oceniać drugiego, tylko Bóg może to robić – bulwersuje się grabarz.

Ze stoperem w ręce

Po latach przepracowanych w tym zawodzie człowiek wpada w specyficzny rytm. Czasem, nawet jeśli nie ma żadnych pochówków, czuję potrzebę przyjścia na cmentarz. Odwiedzam „znajomych”, zaglądam w stare kąty – opowiada Wiktor. Jako stały bywalec tego miejsca zna niemal wszystkich, którzy przychodzą na groby bliskich. Wie, jakimi ścieżkami chodzą, o której godzinie może się ich spodziewać. – Niektórzy przychodzą codziennie o tej samej godzinie, co do minutymógłbym ustawić stoper – zapewnia. Podczas takich wieczornych przechadzek zdarzyło mu się kilka zabawnych sytuacji. – Pewnego razu latem przestraszyłem babcinkę. Zapadał już zmierzch, a kobieta wracała z grobu męża. Szła dróżką, na mój widok nagle się zatrzymała i stanęła jak wryta. Po dłuższej chwili podszedłem do niej. Była tak przestraszona, że musiałem odprowadzić ją do wyjścia – opowiada z uśmiechem grabarz. – Innym razem jesienią, kiedy podczas deszczu wybrałem się na spacer po cmentarzu, wystraszyła się mnie kobieta jadąca na rowerze. Miałem na sobie wojskową pałatkę, która złowieszczo powiewała na wietrze. Pani jadąca na rowerze na mój widok zsiadła z niego, zawróciła i zaczęła uciekać, ile sił w nogach.

Grabarz jak psycholog

Wiktor uważa, że będąc grabarzem jest jednocześnie pocieszycielem, pracownikiem fizycznym i psychologiem. – Spotykam na swojej drodze różnych ludziod zwykłych pijaczków po inteligencję. W obliczu śmierci bliskiej osoby wszyscy są równie bezsilni. Z każdym staram się porozmawiać – mówi. Praca grabarza wymaga od niego samodyscypliny i samozaparcia. Musi rozplanować ją tak, aby ze wszystkim zdążyć na czas. Nie jest przesądny, ale są dni, kiedy coś mu mówi, że nie powinien iść na cmentarz. – Po prostu boję się, jestem tylko człowiekiem. Oprócz mocnej psychiki grabarza musi cechować również siła fizyczna. – Nie da się ukryć, że jest to zajęcie tylko dla ludzi młodych, którzy podołają ciężkiej pracy fizycznej. Wiem, że za kilka lat będzie musiał zastąpić mnie ktoś inny. Wtedy zajmę się realizacją swoich marzeńwyjadę w góry, najlepiej w Bieszczady – mówi Wiktor.

Dagmara Zmyślona

***


Imię bohatera zostało zmienione.



KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

treść:
podpis:

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami czytelników
Rzeczy Krotoszyńskiej. Redakcja rzeczkrotoszynska.pl
nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.




Wspaniały artykuł, a to kiedyś będzie mój przyszły zawód. Jak ja pana rozumiem..
Marek/Opole (27.03.2007 12:03)





Artykul jets świetny!! Gratuluje autorowi pomyslu, ciarki przechodza po plecach jak sie czyta
Misia (25.08.2004 09:08)





Fajny artykuł :-) Szkoda tylko, że grabarz nie zdradził co faktycznie znajduje sie w grobach :-)))))) Nie ma co - trudna praca.
Max (26.08.2004 08:08)





Dziwne ze ten grabarz nie podal nazwiska. Wszyscy wiedza kto to jest.Na zdjeciu go widac
Marlin (25.08.2004 12:08)





teraz juz wiem co bede robic w przyszlosci
Charon (30.08.2004 14:08)





to Andrzej Nekrofil
Zoofil (15.05.2009 17:05)





Facet ma serce. chyba nie chodzi, jak sie kto nazywa, tylko jaki jest a jest super!!!
Franek (25.08.2004 14:08)





banialuki ! nikt nie zaczyna pracy od zachodu słońca tylko od rana tak samo jak kopie się głębinówke (ponad 2 metry) w której już spoczywa człowiek wyciąga się kości i do worka następnie zakopuje się poniżej poziomu trumny i zasypuje się troszke
JvC (03.02.2008 18:02)





Szok. Jestem pod wrażeniem. A ja zawsze myślałem, ze grabaze to pijaki i degeneraci, a tu proszę... Nie wiem co powiedzieć.
ślązak (31.10.2007 09:10)





ja chce iść na grabarza a mam dopiero 21 lat więc ciekawe czy mi by sie udało ? może dostane jakąś oferte pracy grabarza ?
Robert\"Mrick\"Wrocław (13.06.2007 15:06)





O kurcze, trafiłem przypadkiem. Mocne.
pzdr (22.01.2009 19:01)





Dobrze że taki artykuł znalazlem, bo od 1 sam bede grabarzem... jeszcze 9 dni... nie moge sie doczekac... dla mnie to jakby przewodnik...
Szklanek (22.09.2006 19:09)





w prowincjonalnym Krotoszynku czlowieka beda wytykac palcami nawet wowczas, gdy uczciwie pracuje.Niech stare dewotki dadza sobie spokoj-bedzie o jeden \'rozaniec\' mniej w piatkowy wieczor.
dante (30.08.2004 14:08)





Marlin jak wiesz jak sie facet nazywa, to co sie tak dziwujesz, po co mieli pisac.
Fryc (25.08.2004 14:08)





witam.od kiedy grabarz kopie w nocy???sam jestem \"kopidolem\" i pierwsze slysze zeby ktokolwiek i kiedykolwiek kopal w nocy.nie biore pod uwage ekshumacji...
paweł (29.01.2008 13:01)





Świetny artykuł. praca wymagająca wiele, ale najważniejsze, że Pan się w tym wszyskim odnajduje,
Nika (11.05.2007 09:05)





Wiktor jestem z tobą. Ja równiez jestem 17Lat grabarzam ,na cmentarzu komunalnym. Tak że wiem co to jest za robota.A place nie sa takie duze. I nie ma podziekowaia i zrozumienia.
Janusz (06.12.2007 20:12)





ten facet to niezly aktor nie ma co
mendi (26.08.2004 19:08)


REKLAMA

[ Powrót do strony głównej ]